Człowiek podobny całkiem do nikogo
Ziębicki wiec polityczny Maxa Gruschwitza,
redaktora anarchosyndykalistycznej Die Tribune zwrócił uwagę nie tylko
zwolenników myśli politycznej wrocławianina. Wśród słuchaczy i rozmówców
znalazł się także człowiek, który wtedy, tj. w 1920 znany był miejscowej
ludności jako dziwak o skłonnościach homoseksualnych, bardzo religijny, niezbyt
zamożny ale nad wyraz uprzejmy. Określany był potocznie jako Ojczulkek Denke.
Pięćdziesięcioletni wówczas Karl znany był zarówno Ziębiczanom, jak i
Wrocławianom jako solidny rzemieślnik wytwarzający mocne skórzane paski i
rzemienie, ale przede wszystkim jako dostawca smacznego i niedrogiego specjału.
To właśnie we Wrocławiu miał największy zbyt na
swój rarytas. Peklowane mięso, świetnie przyrządzone, zapakowane w słoje.
Idealne do podgrzania, doskonałe na obiad dla całej rodziny. Sprzedawał je
wszędzie, jednak najczęściej w Markthalle II przy Friedrichstrasse.
Całkiem możliwe, że wśród klientów hali był
również Max Gruschwitz który podobnie jak setki innych wrocławian szukał towaru
dobrego i przyjaznego kieszeni. Przyjmując, że Karl Denke sprzedawał swoje
mięso w półkilogramowych słojach, mógł przywieźć do Breslau nawet 4000 sztuk
swojego specjału, do tego dobrej jakości mydło i niezawodne precjoza
kuśnierskie.
"Adolf, ty tłusty bebechu"
Człowiek dusza, nie dość że o mały włos jedno
z magicznych słów nie tworzyło jego nazwiska, to zawsze był taki uczynny. Nie
odmówił noclegu nikomu, ani stolarzowi Heinrichowi Bruchmannowi, ani Franzowi
Neissowi - robotnikowi na dniówki ani krawcu Johannowi Klose, całkiem możliwe
dalekiej rodzinie znanego piłkarza. Nie odmówił czterdziestu innym
potrzebującym schronienia. Jednak wydarzenia sprzed osiemdziesięciu lat i zaproszenie
do swojego domu Vincenza Oliviera który poprzednią noc z 20 na 21 grudnia 1924
spędził pod dachem schroniska Herberge
zur Heimat miały na zawsze zmienić oblicze Ziębic, Breslau i zwyczajów
kulinarnych Ślązaków.
Vincenz który od dawna już był bezdomnym, wyjętym
spod prawa za brak dachu nad głową i włóczęgostwo, z wielką radością przyjął
zaproszenie nobliwego pana z brodą. Nie dość że mógł spędzić u niego noc, ten
zaproponował mu zapomogę w wysokości 20
fenigów. Kto by nie skorzystał z takiej okazji. Miał tylko jedną prośbę. Pomoc
w napisaniu listu do brata. Pierwsze słowa które Karl skierował do braciszka
były nad wyraz serdeczne. „Adolf, ty tłusty bebechu”. Chwilę po tym jak je
wypowiedział zadał cios w kark Vincenza. Jednak zbyt słabo i niedokładnie. Nie
udało mu się po raz 41 zapełnić po brzegi półkilogramowych słojów, zrobić
nowych pasków i wytopić z kości doskonałego mydła. Nie udało mu się również
opowiedzieć swojej historii która mogła by stać się kanwą filmu grozy. Powiesił
się na jednym ze swoich skórzanych pasków
w celi ziębickiego aresztu.

Ujawnione przez śledczych fakty, przerażające
znaleziska w tym 420 zębów ludzkich, sterty kości, zapasy mydła i mięsa w
słojach błyskawicznie dotarły do Breslau. Czas stanął w miejscu. Ilu z
mieszkańców metropolii zajadało się w ostatnich latach przysmakami Karla Denke
?
Czy byłem wśród nich ? zastanowił się Max Gruschwitz.
Nie był pewien, jednak z całą pewnością przypomniał sobie swój wiec w Ziębicach
i niezwykle serdeczne zaproszenie darmowego noclegu przy Teichstrasse pod numerem 10. Od ujawnienia
zbrodni minął rok kiedy to w styczniu 1925 roku, na łamach Die Tribune ukazało
się wspomnienie redaktora o swojej szczęśliwie zakończonej agitacji w
Ziębicach.
Breslau na długo stało się miastem
wegetarian, nie jedna firma mięsna splajtowała. Policja miasta Breslau szybko jednak
uciszyła medialny szum wokół ludzkiego mięsa w słoikach a prasa lewicowa
upatrywała w tej aktywności jedynie chęć
zajmowania się „sprawami
politycznymi, rozbijaniem ruchu związkowego i śledzeniem działaczy
komunistycznych".