część dziesiąta
Dżdżysty poranek, tak jak wilgotna noc zostawia na stopniach kamiennych schodów ślad którego ostatnimi i pierwszymi ambasadorami są małe futrzane istoty. Zwykle poturbowane, z wyleniałą, naruszoną drapieżnym zębem czasu sierścią. Tego ranka kamienne schody portu na Popowicach były wyjątkowo zdradliwe, zupełnie tak jak najlepszy przyjaciel który wie o nas wszystko, a któremu jasność myślenia , jednego wieczoru odbiera pokusa wyjawienia najdrobniejszych szczegółów naszego życia przypadkowo poznanej osobie która jawi się jako sen spełniony, przepowiednia i pragnienie. Idiota przyjaciel, nie wie, że to jedyna taka możliwość a powierniczką zdrady, nie jest antyczna bogini lecz zwykła sekretarka - najmniejszy, żałosny szczebel w biurokratycznej machinie. Koło zamachowe które mechanizmie zegarka pracuje doskonale, w codzienności złotego koła nic nie znaczy i wypacza.
Skręt, barierka, pierwszy stopień, kątem oka na portowe nadbrzeże. W jednym momencie cały akwen wypełniony barkami staje się znajomy. Jeszcze powitanie ze strażnikiem - bez tego, rytuał wejścia nie byłby pełny. Między rozpoczęciem pracy a przerwą obiadową, trzy zdawkowe rozmowy z czego jedna zupełnie nie znacząca przyniosła nie oczekiwaną treść.
- Ostatniej burzy w zachodniej części miasta trzy wypełnione po brzegi ciężarówki skrzypiąc i stukając na nie równej nawierzchni wyjazdowej ulicy jechały w kierunku centrum, nie zabierając pasażerów.
- Cóż z tego? każdego dnia transporty przetaczają się przez miasto – odpowiedział
- Transporty z ludźmi?
- ? przecież powiedziałeś że samochody nie zabierały pasażerów
- Trzy ciężarówki zabrały ładunek – ludzki materiał. Wyobraź sobie stu nieszczęśników winnych tylko tego, że ich twarze zdradzały wschodnie pochodzenie. Ani kierowcy, ani dowodzący nie byli ubrani w mundury, do licha stary to wyglądało strasznie, wszyscy siedzący w ciężarówkach mieli głowy okręcone lśniącym materiałem a w ustach kneble
- Nie rozumiem jak byłeś w stanie dostrzec wszystkie te szczegóły, powiedział pełen cynizmu w głosie. Jednak to co go przepełniało było mieszanką niepokoju i obawy, było odtworzeniem snu, jaki miał wiele lat temu. Noc, w deszczowej miejskiej ulicy, stłumiony, zduszony jęk ludzi w złocie.
- Jak? jak? jak? Zwyczajnie - wracałem właśnie z Ostatniego Grosza i mnie przycisnęło,więc nie patrząc na wzniosłe inskrypcje i święte znaki przeskoczyłem na drugą stronę ulicy i oddałem się upojnemu wysłuchiwaniu rzewnych arii świerszczy i innego robactwa. Zanim się nie spostrzegłem trzy furgonetki zatrzymały się dosłownie pięć metrów ode mnie. Ot I cała historia.
- Coś jeszcze zapamiętałeś? – Kurt przypomnij sobie to bardzo ważne – w tych kilku słowach wyraził dostatecznie wyraźnie niepokój i powagę jaką traktował opowieść
- Nic, chyba nic…nie, jednak..poczekaj - jest coś jeszcze – zawahał się przez chwilę - ten człowiek który nadzorował przewóz wyglądał jak żywcem wyjęty z najgorszego snu, w którym upiory przybierają ludzkie oblicze, no wiesz, on był, no jak ci to powiedzieć – straszny, to za mało. Jego twarz poorana, pełna blizn... i spojrzenie, no nie wiem stary jak ci je opisać, zimne, nienawistne
- Lodowate w wyrachowaniu, pozbawione emocji ale jednocześnie pewne i bezwzględne – dodał
- Znasz go? wiesz o kim mówię?
- Nie Kurt, ale potrafię go sobie wyobrazić.Powiedział. Coś mówił?
- Mało, głównie do swojego zastępcy. Nic z tego nie zrozumiałem, powiedział że to na pamiątkę 13 rocznicy postawienia, sto głów spadnie aby skończyć z tym raz na zawsze, że taka była przepowiednia odczytana z ekslibrisu a władze nie mają nic przeciwko.
Nie tłumaczył Kurtowi gdzie w Breslau znaleźć może sto wschodnich głów, z których każda w tym momencie nabrała realnego znaczenia. Że być może wizja, pełna fantazja nie była tylko urojeniem i twórczym aktem, a twarze bardzo podobne, odnalezione zostały po trzynastu latach w najciemniejszych zakątkach miasta. Sto ludzi w trzynastą rocznicę Wracając do swojego mieszkania, raz jeszcze spojrzał na kamienne stopnie, tym razem nie portowe. Jedynie rzeka tak samo szumiała jak rano.
Pytanie dotyczy głów i stopni. Gdzie po raz drugi spojrzał na kamienne stopnie no I ważniejsze – gdzie znajdowały się głowy?
fot. Wratislaviae Amici
Niezawodna Pani Marta udzieliła prawidłowej odpowiedzi, oczywiście chodziło o głowy znajdujące się na dawnym domu handlowym Wertheim wybudowany według projektu Hermanna Dernburga w roku 1930.
Chyba wszyscy znają obecną Renomę lub nieco wcześniejszy Pedet w którym można było zrobić kompleksowe zakupy i pojeździć na ruchomych schodach. Ale czy wiecie, że to właśnie żydowsko-amerykańska spółka jako pierwsza w Breslau właśnie w Wertheimie uruchomiła ruchome schody? Bryła budynku utrzymana jest w stylu modernistycznym, nic dziwnego że do konkursu na projekt stanęli tak wyborni architekci jak Theo Effenberger, Erich Mendelshon, Ludwig Moshamer i Herman Wahlich.
Sam budynek a właściwie projekt nosił nazwę "Wratislaviae" w sumie to bardzo miło ze strony prof. Derburga. Sam nie był wrocławianinem a jego kariera związana była główne z Berlinem gdzie pracował więc tym bardziej nadanie wrocławskiego imienia swojemu ostatniemu dziełu godne jest uwagi.
Wracając jednak do głów zdobiących dom handlowy zostały one wykonane przez Ulricha Nitschkego i Hansa Klakowa. Przedstawiały one ludzi ze wszystkich stron świata, jednak najwięcej jest tam twarzy przedstawiających przybyszów z dalekiego wschodu.
fot. Fotopolska
Warto wspomnieć także o wyposażeniu i stoiskach obecnych w nowej świątyni konsumpcji. Jedno określenie w pełni oddaje charakter tego miejsca - przepych, no może jeszcze jedno - różnorodność. Obok stoiska z artykułami spożywczymi, znaleźć można było dywany, konfekcję, salon fryzjerski nawet ogród zimowy projektu Lessera i Bóg wie co jeszcze.
fot. Wratislaviae Amici







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz